Czym jest dla mnie (thrash) metal?

Metal: wszyscy wiemy co to jest, z czym to się je i jak rozpieprza słuch. Poniżej odpowiedź na pytanie „czym dla mnie jest metal” w Hatefulowym wydaniu.

Sebastian Górecki:

muzyka.
ludzie.
powroty z koncertów ostatnim pociągiem.
piwo.
wpierdol.
tłumy rozjuszonych kucy.
wielogodzinna podróż na gigi.
agresja.
zniszczenie.
bunt.
młodzieńcza energia.
jedność.
piwo.
przeplatane wódą.
rany wojenne odniesione w wirze dzikiego pogo.
pot lejący się z czoła.
smród fajek pod klubem.
wpierdol.
śmiechy z prymitywnych żartów.
piwo. again
ludzie.
muzyka.
pasja.

innymi słowy, wspomnienia, emocje, wszystko, co w życiu najlepsze

Edgar Makara:

Najwcześniejsze wspomnienia z muzą? Lynyrd Skynyrd. Skatowałem ich wszystkie płyty. Jakby w tamtych czasach istniało Spotify to każdy ich utwór byłby w top 50.
Po Lynyrdach miałem zajawkę na zespoły typu Pink Floyd, Tool, King Crimson, takie progresywne klimaty.
Jeden z kolegów zapodał mi kiedyś temat LOG. Próbowałem podejść do niego 4 razy… aż w końcu siadło.
W międzyczasie zapoznałem się Opeth, do którego też próbowałem przekonać się kilka razy. A teraz? Śmiało mogę polecić każdemu. Epicki band.
Odpowiadając na pytanie „Co to jest dobry metal”? Powiedziałbym, że taki, który pozostawia wieczne wrażenie na odbiorcy. Dobry metal to zatruty cierń,
który wbija się w ciało i zatruwa umysł. Dobry metal to ten, którego dźwięki obijają serce po klatce piersiowej, aż do utraty przytomności.
Dobry metal to kolczasty drut owinięty dookoła szyi. Ale wbrew pozorom, dobry metal to też kojący głos upadłego anioła – przerażająco piękny.
Metal to łagodna owieczka, którą kochamy ale wiemy, że następnego dnia zostanie zaszlachtowana. Dobry metal to dźwięk wolności, chaosu i porządku.
Metal to wizualizacja brutalnej rzeczywistości namalowanej dźwiękiem.

Sebastian Makówka:

Czym dla mnie jest metal? Bardzo długo pozostawał mi kompletnie obojętny i niezrozumiały. Gdyby jednak prześledzić style, w których się obracałem – widać tam prostą drogę od pierwszych środków wyrazu w kulturze/muzyce hiphop, przez punk rock aż po metal. W chwili obecnej jest więc on dla mnie najpełniejszym z dotychczasowych środków wyrazu artystycznego. No i można podrzeć ryja 🙂
Metal jako środowisko jest dla mnie również bardzo zantagonizowany – od „trv” metalowców, przez „trv” nie mających zadęcia w tyłku na temat tego gatunku aż po ludzi całkiem luźno podchodzących do tematu. Do tych ostatnich zdecydowanie mi najbliżej.
Nie jestem jakimś uber fanem całego gatunku thrash metal (wstaw jakikolwiek inny rodzaj), moja playlista jest zdecydowanie różnorodna gatunkowo w tym zakresie. Co prawda gramy muzykę, której najbliżej właśnie do wspomnianego thrashu, ale wyszło to bardziej w samym procesie tworzenia aniżeli było kompletnie zamierzonym działaniem. Szanuję dokonania Wielkiej Czwórki, lubię posłuchać zespołów spoza tej grupy (żeby przytoczyć ostatnio najczęściej goszczące to Testament, Machine Head, Sacred Reich), ale ultra fanbojem nie jestem i nigdy nie będę.
Czym dla mnie jest więc metal? Jednym z gatunków muzycznych, który jest niesamowicie szeroki – od mocno melodyjnego grania po ultra brutalne rozrywające głowę nakurwianie. Podobno dalej jest tylko jazz 😉

Mikołaj Mroczek:

On pobudza moje pierwotne instynkty. To nie jest tylko muzyka; to jest pierdolona siła, która przyczynia się do tego kim jestem. To ekstremalny gatunek, który nie pieści się ze słuchaczem. Jestem pewny, że metal od zawsze miał szokować, a nawet mobilizować ludzi do myślenia i działania. Bez wątpienia nie da się być na niego obojętny – albo go wielbisz albo nie możesz znieść. Konsekwentność tej potężnej ściany dźwięku przyczynia się do mojej fascynacji.

Zaczynałem od słuchania płyt Black Sabbath, który idealnie wprowadził mnie w ten świat. Jednak to „Vulgar Display of Power” Pantery sprawił, że jest on nierozłącznym elementem mojego życia. Zgodnie z moim charakterem starałem się ciągle przekraczać granice. Pomogła mi w tym muzyka rodzimego Decapitated. Za ich sprawą zagłębiłem się w death metal. Artyści tacy jak oni swoimi kompozycjami, historią, czy przekonaniami tworzą właściwą definicję metalu.

Uważam, że ciężka muzyka ma wpływ na naszą życiową postawę. Wiadomo, każdy radzi sobie na własny sposób z problemami. Uciekając od rzeczywistości wiele z nas separuje się od innych, czy sięga po używki. Ja – sięgam po metal i gniotę wszystkie trudności z pomocą jego całego ciężaru.

Rafał Szewczyk:

To muzyka nieprzespanych nocy, alkoholu i braku hamulców. Ognia, ale takiego, który nie tylko pali, ale który daje siłę i rozświetla noc. Metal, który znam jako pierwszy gatunek który zainspirował mnie do uwolnienia swojej kreatywności i spożytkowania nadmiernej energii to brzmienie które łamie żebra i tłum ludzi który niesie cię w nieznanym nikomu kierunku. Ma wiele twarzy, agresywną, nostalgiczną, prymitywną i wyrafinowaną. Każda z nich wiąże się dla mnie z innymi odczuciami i wspomnieniami. Każda z nich przeszywa mi mózg i serce i zamienia mnie znowu w 13-letniego chłopca słuchającego Master of Puppets i marzącego o tym, żeby kiedyś ‘grać jak oni’. Gdy z kumplami zakładałem pierwszy zespół, nigdy nie podejrzewałem jak długa droga czeka mnie w związku z moją ulubioną muzyką i jak wiele świetnych rzeczy mnie dzięki niej spotka.